Profesor jest nieżyciowy

– Grzegorz... Grzegorz... Cholera, znowu zapomniałem. Zatrzymuję się na stacji benzynowej i wyciągam „Busz po polsku”.

„Szlak był jałowy – pisze Kapuściński w reportażu „Lamus”. – Krecha asfaltu coraz cieńsza, nad nią powietrze w upalnej drgawce. Żadnego wozu. Spytałem chłopaka, czy on też do Grajewa. Tak, on też. To poczekamy razem. Pruje do Łaźmy, tam czeka jego wiara. Są z Augustowa. Tydzień temu zakończyli szkołę. Jak mu poszło? Lufa z historii – wyznał. Profesor zawziął się, co tam mówić, profesor jest nieżyciowy, jest wyraźnie planowy. Z takim lamusem nie sposób się dogadać. Jak on się nazywa? – spytałem z reporterskiej nawyczki.

– Jak? Stępik. Grzegorz Stępik.

Zwykły traf. Przypadek. Znałem Stępika – w roku 1955 kończył historię na warszawskim uniwerku. Więc on jest teraz w Augustowie? Do miasteczka było nie więcej niż kilometr”.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej