W jednym momencie, w jednej chwili zmienia się wszystko – to zdanie brzmi jak klisza, zupełny banał. Chyba że akurat to prawda, jak w przypadku Jacka. Jego jedna chwila ma miejsce niedługo przed świtem 7 lipca 2018 roku, w Płocku.

W Lisiej Jamie

Siedzę przed ekranem komputera, trzeci raz oglądam nagranie z monitoringu. Kamera z góry przedstawia podwórze klubu Lisia Jama. Ziarnisty obraz zatrzymuję w momencie strzału. W kadrze nie widzę broni ani też tego, kto ją trzyma.

Pozostało 98% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej