Weronika, 26-latka: – Do pracy jakoś chodzę, ale ze sportu musiałam zrezygnować. Wcześniej jeździłam konno, grałam w piłkę, ćwiczyłam na siłowni. Życie seksualne też przestało istnieć. Mogę leżeć tylko na prawym boku; nie mogę podnieść ręki wyżej niż pod kątem prostym; nie mogę odchylić tułowia. O położeniu się na brzuchu nie ma mowy.

Od miesięcy ostrzega w internecie przed Aquafillingiem. Kontaktuje się z kobietami, które mają powikłania. I zbiera dowody do sądu.

– Zabiegowi poddałam się trzy lata temu w klinice MediArt w Poznaniu, u doktor Agnieszki Majewskiej. Chciałam, żeby piersi znów przypominały te sprzed ciąży. Aquafilling porównywalny jest cenowo z implantami, czasem droższy. Dr Majewska zapewniała, że preparat zapewnia naturalny wygląd. Całkowicie bezpieczny – po pięciu latach miał się wchłonąć bez śladu, resztki miały zostać wydalone z moczem. Lekarka twierdziła, że żel składa się w 98 proc. z soli fizjologicznej i w 2 proc. z poliamidu.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej