Zjeżdżamy z asfaltu na polną drogę. Świt, szum łanów zboża. Nick pędzi autem, redukuje tylko przed wyschniętym korytem rzeki, by nie roztrzaskać podwozia o kamienne dno.

Jest wściekły. – Takich informacji nie wysyła się na cholernym Facebooku, tylko dzwoni się od razu do mnie! Jak je teraz znajdziemy?! – krzyczy rozdygotany do telefonu komórkowego, który trzyma nad kierownicą. Mijamy cementownię, wjeżdżamy na wzgórze nad Bugibbą, w północno-zachodniej części wyspy.

Chwilę po naszym przyjeździe zjawia się policyjny jeep. Też dostali wezwanie: ktoś zestrzelił ibisa, może trzy. Przelatywały nad miasteczkiem godzinę temu. Piękne ptaki, na Maltę przywędrowały z Afryki, ale potrafią dolecieć aż do Europy. Ich dzioby przypominają szable.

Nick przykłada lornetkę do oczu, skanuje okolicę. – Nie znajdziemy ich. Pewnie już je zabrali albo leżą gdzieś martwe w zbożu.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej