Łukasz Białkowski: Położyliśmy duży bank na 130 tys., a z kosztami procesu i odsetkami – na 150.

Ludmiła Anannikova: Co to znaczy?

– Bank nie chciał porozumieć się z naszą klientką, pozwał ją do sądu, a my staraliśmy się oddalić powództwo. Specjalizujemy się w oddłużaniu, co można zrobić poprzez negocjacje i procesy sądowe. Tam, gdzie da się negocjować, staramy się to robić, a tam, gdzie należy się bronić, bronimy.

Dlaczego bank nie chciał się dogadać?

– Wierzyciele i banki stosują różne techniki i regulaminy. Z reguły jak nie spłacasz kredytu w terminie, bank wypowiada ci umowę i daje czas na dogadanie się z nim. Ale banki często stawiają absurdalne warunki – na przykład chcą spłaty całego zadłużenia w ciągu dwóch-trzech lat. Jak człowiek, który ma 130 tys. do spłaty i nie było go stać na raty po 2 tys. miesięcznie, ma zacząć płacić 5-6 tys.?

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej