Planowałem wstać trochę później, ale obudził mnie klangor żurawi. Na łące przed domem leżało trochę śniegu. Maj w nowej odsłonie. Ubrałem się, zjadłem jogurt, do tylnej kieszonki koszulki wsadziłem banana i pojechałem. Chciałem na własne oczy zobaczyć, co zniszczą. Poczuć stratę, zanim się dokona.

Śniadowo spało. Minąłem ostatnie zabudowania i ruszyłem pod górę piaszczystą drogą. Przy drodze na Użranki zobaczyłem stadko dzikich gęsi wałęsających się w wysokiej trawie. Nic sobie z mojej obecności nie robiły. Skubały zielone i pogęgiwały od niechcenia. Łąka opadała łagodnie w stronę jeziora. Drugi brzeg był wyższy i bardziej stromy. Teraz częściowo porastał go rzepak, tworząc na mozaice pól żółte łaty. W tym miejscu, tam gdzie wzgórza najciaśniej ściskają jezioro Juksty, zaprojektowali most pylonowy.

Potem ruszyłem dalej. Jadąc w stronę Użranek, zerkałem w lewo. Łagodne wzgórza falowały w rytmie kolejnych obrotów kół roweru. Próbowałem na nie patrzeć tak, jakby ona już tam była – trasa S-16, ekspresowa czteropasmówka obstawiona akustycznymi ekranami. Wariant C. Najgłupsze dzieło drogowców, jakie widziałem od lat.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej