Planowałem wstać trochę później, ale obudził mnie klangor żurawi. Na łące przed domem leżało trochę śniegu. Maj w nowej odsłonie. Ubrałem się, zjadłem jogurt, do tylnej kieszonki koszulki wsadziłem banana i pojechałem. Chciałem na własne oczy zobaczyć, co zniszczą. Poczuć stratę, zanim się dokona.

Śniadowo spało. Minąłem ostatnie zabudowania i ruszyłem pod górę piaszczystą drogą. Przy drodze na Użranki zobaczyłem stadko dzikich gęsi wałęsających się w wysokiej trawie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej