Urszula Jabłońska: Związki białych mężczyzn z Tajkami nie mają dobrego PR-u. Wyobrażamy sobie starszych, niezbyt zamożnych mężczyzn, którzy wiążą się z młodymi, biednymi Tajkami pracującymi w seksbiznesie, które chcą od nich wyłącznie pieniędzy. Czy tworząc dokument o takich związkach, chcieliście skonfrontować się ze stereotypami?

Janus Metz: Dla mnie kontrowersyjny aspekt tych związków był bardzo interesujący. Z jednej strony mamy grupę kobiet, które podróżują przez pół świata, żeby wziąć ślub z całkowicie obcymi mężczyznami, bo to pozwoli im utrzymać dzieci, poprawić sytuację życiową, a z drugiej strony – grupę mężczyzn, którzy próbują sobie jakoś poradzić z samotnością, pragną, żeby ktoś się o nich zatroszczył. Jak to jest być w butach tej kobiety albo tego mężczyzny?

Sine Plambech: Jeszcze zanim zaczęliśmy filmować, jako antropolożka pracowałam z tajskimi migrantkami w Danii. Im dłużej trwały moje badania, tym wyraźniej widziałam, że nie pokrywają się z opiniami, według których są całkowicie bierne, zainteresowane wyłącznie pieniędzmi białych mężczyzn, pozbawione wpływu na swoje życie.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej