Nie jest łatwo zostać członkiem Wiosny.

Arek (imię zmienione): – Z tego, co wiem, zaczną przyjmować po wyborach parlamentarnych. Chciałbym należeć do partii, ale nie mam ciśnienia. Dopiero co oddałem legitymację innej partii.

Na spotkanie wybiera hipsterską knajpę na Powiślu. Stare meble, farba na ścianach odpada, ale dobre jedzenie i piwo. Wcześniej był w Razem. – Odszedłem, bo zmęczyły mnie wewnętrzne konflikty, wojny frakcji i brak perspektyw.

Wysoki, szczupły 30-latek. Długa blond grzywka i szary sweter. Z wykształcenia socjolog. Zgłoszenie na wolontariusza wysłał w grudniu po warszawskiej „Burzy mózgów”, na której Biedroń zbierał postulaty do programu. Po kilku tygodniach dostał kontakt do koordynatorów Wiosny i zaraz potem pracował już na konwencji na Torwarze, w zespole social mediów. Śledził i promował posty o partii, usuwał nienawistne komentarze.

Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej