Z prawdziwą ulgą oderwałem się od wyczerpującej lektury „Państwa Bożego” świętego Augustyna, by rozluźnić się niewielką książką „Czterej Jeźdźcy Apokalipsy. Jak się zaczęła ateistyczna rewolucja”, zapisem rozmowy kwartetu anglosaskich myślicieli o wyższości bycia ateistą nad byciem wierzącym. Nie daję tej informacji dla zwykłego szpanu bądź zgrywy, pewne projekty pisarskie, jakie mnie (ku mej ostatecznej zgubie) obecnie pochłaniają, wymagają lektur natchnionych, szczególnie Augustyna i Tomasza. Są to dzieła nie tylko pobożne i pouczające, ale nade wszystko masywne, a ciężar gatunkowy „Dialogów filozoficznych” Augustyna to nie jest rozrywkowa lekkość dialogów z poczytnej powieści.

Czytanie Ojców Kościoła niewiele ma wspólnego z pochłanianiem bestsellerów królowych i królów polskiego kryminału. Ale jak się już umęczysz odpowiednio Ojcami Kościoła, to masz nieprzepartą ochotę poczytać trzeźwego na umyśle ateistę, może przekona cię ostatecznie, że temat wiary to jest rzecz już nikomu niepotrzebna, sprawa jest zamknięta, a przyszłość będzie jedynie zbawienną laickością. Niestety – znikąd pomocy, znikąd nadziei, wielcy ateistyczni myśliciele okazują się nieraz niemniej powierzchowni i dogmatyczni niż pierwszy lepszy hiszpański inkwizytor.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej