Wszedłem na nasz lokalny portal, bo był artykuł na temat wprowadzenia karty LGBT w szkołach. Patrzę, a tam dziesięć razy więcej komentarzy niż zwykle, z czego 80 procent w stylu „Już wiemy, dlaczego tyle ścieżek rowerowych w Rybniku powstało, bo będzie dużo pedałowania”. Ale też poważniejsze w typie: „Pedały do wora, a wór do jeziora”.

Przeczytałem i zdziwiło mnie, że ktoś pisze o robieniu krzywdy i portal tego nie usuwa, nie reaguje. Przecież to propagowanie zabójstwa. Na to jest paragraf. Napisałem: „Droga redakcjo…”. Trochę się niekomfortowo czułem, bo jako muzyk z Rybnika ze strony tego portalu mam zawsze wsparcie. Wiele razy na mój temat pisali, mamy dobre relacje. Ale nerwy mi puściły. A więc droga redakcjo, dlaczego pozwalacie na publikowanie u Was mowy nienawiści.

Zaraz pojawiła się seria komentarzy personalnych, podpisałem się przecież nazwiskiem. Ja się nie ukrywam jak większość trolli, które komentują. Poprosiłem redakcję o moderowanie. Na to zareagowali internauci: wyśmiali mnie oczywiście. No to napisałem wiadomości do kilku z tych, którzy najbardziej podle komentowali. Że tworzę artykuł o nienawiści i czy podtrzymują, co napisali publicznie. A może chcą coś dodać.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej