Wpis na forum: „Kretyna nie żal”

Hubert: – Jego śmiech słychać było na końcu szkolnego korytarza. Albo jak się szło pod blokiem, to też było słychać, że się śmieje na dziesiątym piętrze. Wszystko działo się wokół niego. Poznaliśmy się na przerwie, po kilku minutach byliśmy już kolegami, nie wiadomo kiedy – przyjaciółmi.

– To było Gimnazjum nr 5 im. Tadeusza Kościuszki. Jak mu szło z nauką? Szło mu średnio, jak nam wszystkim. Maturę zrobił. Nauczyciele mówili: zdolny, ale leniwy. Na lekcjach miewał zawiechy. Jak przez szyby wpadało słońce, to wystawiał twarz i zamykał oczy. Kiedyś matematyczka na całą klasę wrzasnęła: „Ernest!”. A on nie zwrócił uwagi. Po trzech minutach zauważył, że stoi nad nim i krzyczy: „Ernest!”. Śmialiśmy się z tego potem miesiącami. Przez te swoje zawiechy ociągał się z robieniem prawa jazdy. Wiedział, jaki jest, miał do tego dystans. Raz zapomniał o psie pod sklepem, zostawił go na noc.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej