Na zdjęciu widzę przede wszystkim ręce. Trzy pary: kobiety, mężczyzny i dziewczynki.

W centrum kadru ręce mężczyzny. Ogromne. Spoczywają na kolanach. Kształtem i rozmiarem przypominają łopaty. Zaciśnięte w pięść byłyby jak cegły. To dłonie do roboty, a nie głupot.

Dłonie kobiety są ukryte. Zwinęła je i ułożyła na podołku. Nie chciała pokazać ich do zdjęcia. Pewnie nie mogła doczyścić brudu codziennej pracy w domu i gospodarstwie.

Dziesięcioletnia dziewczynka, ubrana w luźną sukienkę w kwiaty, ręce układa nieśmiało. Lewa ręka koniuszkami palców dotyka wiklinowego fotela, na którym siedzi mężczyzna. Prawa trzyma książeczkę do nabożeństwa. Prezentuje ją do zdjęcia, ale jakoś nieporadnie, bo jest krzywo.

Często oglądam to zdjęcie. Zawsze jak jestem u dziadków, buszuję w ich rodzinnym albumie.

Za morzem nie ma cara ani Kaisera

1890, Kaliszskaja Gubjernja

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej