NIEZNAJOMY WRÓG JAKIŚ

Nie pisałam długo z powodu ogólnego skostnienia z zimna.

Nie mam na nic czasu, a tu idą święta, nieprzygotowane, złe.

Kiedy wyjechała ciocia, zacięła się lodówka. Teraz przed każdym posiłkiem mamy emocje – otworzy się czy się nie otworzy.

Ludce wróciły zawroty głowy.

Ludka zbiera laury. Ostatni laur dostała od Marii Dąbrowskiej i Jarosława Iwaszkiewicza, który napisał do Ludki długi list, z którym się Ludka obnosi jak kura z jajem, a przeczytać nie da (z pychy).

W telewizji Olbrychski deklamował monolog Hamleta. Niestety, wszystko było, jak przewidywałam. Nie tylko seplenił, ale i nie grał. A właściwie grał, wyraźnie grał i robił miny! Nie było w tym ani wnętrza, ani przeżycia, a kiedy chciał udać, że duma, zezował na zewnątrz. Pokręciłam głową i mam już Hamleta z głowy.

Gorzej, że na tej samej zasadzie ma się z głowy coraz więcej rzeczy.

Pozostało 99% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej