Gdybym był nastolatkiem i miał kłopoty psychiczne, mógłbym napisać taki oto list:

„Szanowny Panie Premierze,

Chyba będzie najlepiej, jak się zabiję. Wtedy nie będę już problemem. Ani dla mamy, ani dla taty, ani dla Pana, w ogóle dla nikogo”.

Paradoksalnie tego typu postawa jest dziś w zasadzie jedyną, która zapewnia szybką, publiczną pomoc psychiatryczno-psychologiczną. A to dlatego, że do szpitali przyjmowane są przede wszystkim dzieciaki, które albo rozmyślają o samobójstwie, albo są już po próbie.

Pozostało 99% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej