Cztery miesiące po tym, gdy widzieliśmy się na „Dignity I”, podczas misji ratunkowej na Morzu Śródziemnym, umawiam się z Salahem w herbaciarni w Barcelonie. Przy swoich 31 latach niedźwiedziowaty Salah ma w sobie coś z dziecka: wyraz twarzy kogoś, kto muchy by nie skrzywdził, żartobliwość w komentarzach, skłonność do śmiechu. Mimo pieczonych na pokładzie czekoladowych ciast ma teraz parę kilogramów mniej. Nie jest sam; towarzyszy mu jego dziewczyna Hayley.

– To było niezwykłe doświadczenie – mówi. – Brałem udział w akcji, podczas której przyjęliśmy na pokład „Dignity I” ponad 900 osób, chociaż miejsc jest tam znacznie mniej. Niesamowity dzień. Ale już tam nie wrócę. Pięć miesięcy na pełnym morzu to długo, wystarczy.

Para dyskutuje teraz o tym, czy zamieszkać w Barcelonie, czy w Oslo, gdzie Salah wciąż ma dom. Dostał obywatelstwo norweskie. Nie ma ochoty wyjeżdżać do Afryki czy na Bliski Wschód. Na razie.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej