– Rano jestem krewetką. Umiem wykonać tylko czynności fizjologiczne. Aktywuję się od 22 do 3 w nocy, mam wtedy zwyżkę. No, ale która redakcja pozwoliłaby mi w takim trybie pracować? Byłam już dziennikarką, redaktorką, szefową…

– I wybrałaś nową drogę.

– To droga mnie wybrała. Mieliśmy z mężem wypadek samochodowy i trzasnął mi kręgosłup. Cztery miesiące leżałam w kołnierzu i patrzyłam w sufit, z nudów zaczęłam zaglądać do internetu w telefonie – trzymałam go przed twarzą, bo laptop był za ciężki. Dotarło do mnie, że da się wygrać absolutnie wszystko, pisząc. A zawsze byłam blisko słów, mimo że jestem po liceum plastycznym. Dziś mogę dużo godniej żyć z nagród w konkursach niż z pracy na etacie. Piszę i wygrywam.

– Jak to?

– Od trzech lat żyję tylko z wygranych w konkursach na hasła, opowiastki, wspomnienia... Czasem siedmiu kurierów dziennie przynosi nagrody na nazwisko Karolina Kaczyńska-Piwko. Są tygodnie, kiedy zwyciężam w 70-80 konkursach. Wycieczka na Syberię według własnej trasy to moja pierwsza spektakularna wygrana. Piję ogromne ilości kawy, więc priorytet to konkursy z kawą. To są małe konkursy na hasła reklamowe. Jeden był jednak spektakularny, bo chodziło o najdroższą kawę świata kopi luwak. Chcieli fraszkę o niej, wygrałam wór luwaka. Mąż żartował: może sprzedajmy i kupmy za to samochód? Jakimś cudem konkursy o kawie zawsze wygrywam, więc jej nie kupuję. Oczywiście kosmetyków też. Teraz mogę być wybredna. Tak jak wybiera się pracę, szukając lepszego wynagrodzenia, wybieram lepsze konkursy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej