Czasem ludzie zabijają świnię nie po to, by ją zjeść, ale by w drugiego człowieka rzucić jej martwym ciałem. Okazać drugiemu brak szacunku, odrazę, wrogość. Świnia to niestety wg słownika synonimów: niegodziwiec, parszywiec, kreatura, marnota, łach, łachudra, szubrawiec, zero, śmierdziel, bydlak, glista, gad, gadzina. Ale to też: świntuch, libertyn, rozpustnik, erotoman, po prostu świnia, a nie człowiek.

Janusz Palikot przyniósł kiedyś świński łeb do telewizyjnego studia. Nie pamiętam, o co mu chodziło i kogo świnią wtedy zaatakował. Nie chce mi się dzisiaj tego sprawdzać. Twarz Palikota nad świnią pamiętam jednak świetnie. I zawsze, kiedy słyszę jego nazwisko – nic na to nie poradzę – widzę najpierw tamtą różową świnię.

W niektórych religiach wieprzowina uważana jest za mięso nieczyste. Kilka lat temu jakaś pani weszła do warszawskiego meczetu, by rozrzucić tam świńskie łby. Sprofanowała miejsce kultu muzułmanów. Pamiętam moje zawstydzenie pomieszane z poniżeniem: tak w Polsce niektórzy z nas okazują pogardę dla innych ludzi? Za pomocą zabitych świń? Skąd ona te łby wzięła? Kupiła w mięsnym? Pojechała po nie do rzeźni? Ile za nie zapłaciła? A może poświęciła własną trzodę? Sama te świnie zabiła? Czy ktoś jej pomagał? Słowem: ile wysiłku kosztował tę panią jej prywatny akt nienawiści? Z początku chciałem po reportersku poszukać odpowiedzi, ale w końcu odpuściłem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej