A na pewno w Warszawie, bo czy miasto na tym skorzysta, to się jeszcze okaże. Niełatwo dziś znaleźć architekta, który błyszczałby blaskiem tak olśniewającym jak Ingels. Podczas gdy ci starsi i ikoniczni, jak Daniel Libeskind, Norman Foster, Frank Gehry czy Rem Koolhaas, są zajęci chałturami dla wschodnich reżimów, Ingels zabudowuje swoimi projektami Amerykę.

W dzieciństwie marzył o karierze rysownika komiksów, rodzice odkryli jednak w nim szczególny dar do rysowania budynków, popchnęli go więc w stronę architektury.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej