Mieć dystans do siebie, wtedy mniej cię mogą zranić. Powtarzała: – Z dnia na dzień brzydnę coraz bardziej, o ile to w ogóle jeszcze jest możliwe.

– Słuchaj! – zadzwoniła pewnego przedpołudnia. – Dziś rano znów ta sama historia! Wchodzę do łazienki, patrzę do lustra i pytam: „Pani do mnie?”.

– Pamiętaj – tłumaczyła tę swoją taktykę – musisz zarządzać krytyką na własny temat. Nie uderzą cię, jeśli widzą, że sam umiesz w siebie walnąć.

Powinna kiedyś powstać antologia dowcipów sytuacyjnych Zosi. Lata temu sławna reporterka spytała naszego przyjaciela Remigiusza Grzelę, co studiuje. Odparł, że dziennikarstwo. – Ale dziennie? – upewniała się reporterka. – No oczywiście! – wcięła się Zosia. – Przecież gdyby studiował nocnie, to by się nazywało nocnikarstwo.

Kiedy oznajmiłem jej, że kupiłem mieszkanie z dwoma balkonami, zresztą niedaleko jej domu, bez sekundy zastanowienia spytała naiwnym tonem: – A na co ci dwa balkony, jak nie możesz być na obu naraz?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej