Ona: Panie Mariuszu, co by Pan powiedział 50-letniej kobiecie, która ma wiosnę w sercu, ale przeżyła z mężem 30 lat jako „kobieta kochająca za bardzo” (określenie w psychologii dla kobiet, najkrócej mówiąc, zapominających o sobie, a stawiających partnera na pierwszym miejscu). Teraz ten związek jest w głębokim kryzysie z tego powodu, a ona czuje, że musi się narodzić ponownie, choć tak bardzo nadal jej żal idylli, którą zbudowała (dobre życie, wspaniała rodzina, cudne, godne pozazdroszczenia małżeństwo, dwie odnalezione połówki jabłka itd.). Pewnie tego do końca nie rozumiejąc, udawałam, wmawiałam sobie i światu (dość skutecznie!), że można, że jest wyjątkowo… Swoim kosztem, za wysoką cenę. Teraz jestem w trakcie terapii, chcę założyć grupę wsparcia dla kobiet takich jak ja. Jest nas wiele, ale mało się o nas mówi. Dlatego ciekawi mnie, co by nam Pan powiedział.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej