Iza nie planowała czwartej ciąży. Syna urodziła po czterdziestce. Podczas porodu czuła, że coś jest nie tak. Błagała o cesarskie cięcie. Nie była zbyt przekonująca.

Karolek, dziś dziesięciolatek, z dziecięcym porażeniem mózgowym przytula się do matki, gniecie jej bluzkę. – Marzę, aby syn się usamodzielnił. I o stole z krzesłami, bo nie mam jak przyjmować gości.

Jadwiga ma 78 lat, dwa razy więcej niż metrów, na których mieszka. Nie narzeka: jest centralne ogrzewanie, telewizor wielkości kartki A3 i czym posmarować chleb. Oczy się jej śmieją, gdy pytam o rosół, zupę ogórkową, mielonego. – Piękne zapachy – przypomina sobie. Na co dzień najczęściej chleb zasmaża w jajku.

Ewa, Jan i trójka dzieci: Kamila, Adam i pełnoletni Darek, mają kuchnię połączoną z salonem, pokój i mikroskopijną łazienkę ze zlewem i ubikacją. Myją się w misce. Żyją za 2700 miesięcznie. Minus 300 zł na leki i pampersy dla niepełnosprawnej córki. Marzą o lepszym jutrze. Nie wiedzą dokładnie, jak miałoby wyglądać.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej