Współwięźniowi zwierzył się, że do Chin nie poleci. Na wypadek, gdyby ekstradycja miała dojść do skutku, Liu Hung Tao ma plan. Jednego mężczyznę już odcięto ze sznura, współwięzień zdążył. Hung Tao kombinuje więc, jak zrobić, żeby nikt nie zdążył. Ale to tylko plan, na ewentualność. Na razie Liu Hung Tao czeka. Osiemnasty miesiąc.

Na warunki w polskim areszcie na warszawskiej Białołęce nie narzeka. Podczas godzinnego widzenia nie ruszy nawet sernika, który kupiliśmy mu w więziennej kantynie, szkoda czasu.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej