1. Zgłosiłem się do Młodzieży Wszechpolskiej

– Nazywaj mnie Piotrek – prosi. To nie jest jego prawdziwe imię, ale tak będzie bezpieczniej. W jego wsi jest 110 numerów, 300 mieszkańców. Wszyscy się znają, co niedziela widują się w kościele. Piotrek mieszka 200 metrów od kościoła, w starym ponadstuletnim domu, który pradziadek kupił w latach 20. XX wieku od Niemców. Jego rodzice to rolnicy, od pokoleń wszyscy uprawiali ziemię.

Matka Piotrka choruje na schizofrenię paranoidalną.

– Gdy byłem dzieckiem, wyzywała mnie w chorobie. Widziała spiski, słyszała głosy, kłóciła się z sąsiadami o wymyślone sprawy, dzwoniła na policję. Nie chciała się leczyć. Jak było źle, pogotowie zabierało ją do szpitala na dwa tygodnie albo miesiąc. Ale kiedy wracała, wracały też paranoje – Piotrek przeczesuje krótko ścięte włosy.

Mieszkała też z nimi babcia, mama mamy, oraz rodzeństwo mamy – ciocia Bożena i wujek Walerek. Wuj ostro dawał w palnik. Zaczął pić, gdy miał 17 lat.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej