Paweł: – Była moją sąsiadką. Powiedziała, że nie stać jej, ale jeśli nauczę ją obsługi komputera, to może mi obiady gotować. Byłem wtedy w liceum i zaczęliśmy kurs. To była Barbara, rocznik 1941. Teresa to jej starsza siostra. Też miała problem z komputerem i zostałem polecony.

Barbara: – Jakie on ma zdolności do starszych osób!

Paweł: – Zawsze trzeba w swoim świecie znaleźć coś, co można porównać z czymś w ich świecie. Więc na kursach mówię: „Wyobraźcie sobie, że folder to jest koszulka foliowa, w której są pliki, czyli papiery…”. Zaczęliśmy się uczyć. Najpierw Barbara zaczęła pokazywać stare zdjęcia swojej rodziny z Sochaczewa, potem Teresa. Barbara pracowała z niepełnosprawnymi dziećmi, a Teresa w banku. I zaczęły się opowieści rodzinne. Tak mi się spodobały, że namówiłem je na napisanie książki. A kto ją wyda, zmartwiły się. Ja! – odparłem, choć w życiu nie wydałem żadnej książki. Na co dzień jestem fotografem, reprodukuję dzieła sztuki w domu aukcyjnym.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej