– Najpierw – opowiada – podszedł do mnie zakonnik i oznajmił, że nie mogę tak sobie stać przed kościołem, i że mam odejść.

– Przecież każdy może stać.

– Dlatego się nie ruszyłem. Więc wrócił, zrobił mi zdjęcia, później przyszedł trzeci raz i powiedział, że dzwonią po policję… Ale nie odszedłem. Stałem tyle, ile wytrzymałem, czyli dziesięć godzin. Grudzień, zimno…

– A tablica była ciężka?

– Tak, bo metalowa. Cały czas trzymałem ją w dłoniach. Wyrytym napisem do przechodniów: „Katechizm Kościoła Katolickiego o osobach homoseksualnych: Powinno się traktować je z szacunkiem, współczuciem i delikatnością.

Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej