W mieszkaniu nieopodal krakowskiego Rynku obywatel Stanów Zjednoczonych Kellan Leśniak próbuje podrzeć wyciągnięty podstępem z portfela 50-złotowy banknot.

Chwilę potem rozlewa na stół sok pomarańczowy, śmieje się i krzyczy po polsku: – Brudne!

Następnie biegnie dookoła stołu z balonem w ręce (– Ba-jon! Żół-ty! – precyzuje), siada na kanapie i ogląda coś na tablecie.

Obywatel Leśniak ma dwa lata. Choć mówi po polsku i jego ojciec jest Polakiem, za kilka dni musi opuścić Polskę.

Pozostało 98% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej