Tu pada nazwisko, adres zamieszkania.

Przyjęcie (małe) z okazji zapoznania u jej znajomej skończyło się tym, że odwiózł ją do domu taksówką. „W drodze kilka pocałunków i rozmowa. Nie wiem, co, ale było coś, co mnie zbliżyło do tego mizernego Jureczka. Po przyjściu do domu myślałam wiele o nim. Miał jakieś kłopoty, o których nie chciał ze mną mówić, rozpłakałam się, kiedy powiedział, że i tak nie będziemy długo razem”.

Rok później – w 1958 – są po ślubie. „Ślub był radosny i pamiętny dla mnie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej