Naprzeciwko mariny, z której latem jachtami wypływają w Bałtyk milionerzy, niespełna kilometr od alei Gwiazd Sportu rozpościera się Osiedle Rybackie. Niskie domki ze spadzistymi dachami zbudowano w czasach, gdy Dziwnów nazywał się jeszcze Dievenow. Latem część mieszkańców wynajmuje pokoje turystom, ci, którzy nie mają głowy do biznesu, szukają innego zarobku. Zbigniew, 53-latek, zagląda wtedy do portu zapytać, czy ktoś nie montuje załogi do kutra; jego siostra Bożena, 61-latka, dorobi przy wybieraniu ryb z sieci; jej syn Adrian, 43-latek, pomaluje komuś płot, uprzątnie podwórko. Do portu chodzić nie ma po co, boją się go. Zdarzają mu się ataki padaczkowe.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Ze śmietnika: na miejscu i na wynos

Zimą osiedle gaśnie, wielu rybaków wyjeżdża do pracy w Niemczech. W dniu wypłaty emerytury Bożena przechodzi do domku w sąsiednim szeregu, by świętować to wydarzenie z przyjacielem. Zbigniew zostaje w domu, w swetrze, Adrian w przybudówce, w puchowej kurtce. Jeśli Zbigniew napali w piecu, ciepło rurami przechodzi do przybudówki. Dzisiaj nie pali. Pomiędzy nimi na podwórzu moknie pod śniegiem stos drewna na opał. Za oknami dwa niebieskie ekrany telewizorów. Służą przede wszystkim za oświetlenie.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej