Monarcha Śah Szudza z afgańskiej dynastii królewskiej Durrani w roku 1809 przegrał bitwę z konkurentem do władzy Śahem Mahmudem i w otoczeniu najwierniejszych sług, bezbronny, uciekać musiał na południe Indii. Był w paskudnym położeniu – uśmiercić mógł go byle opryszek, a on nosił przy sobie Koh--i-noora, brylant nad brylantami. Szudza w tajemnicy przekazał Koh-i--noora swej żonie Wafie Begam, sam zaś ruszył do przyjaznych mu (ongiś) lokalnych władców z prośbą o zbrojną pomoc w odzyskaniu królestwa. Daleko nie ujechał. Uwięził go i torturował w swej twierdzy jego były dworzanin. Tymczasem maharadża sikhijskiego Pendżabu Randźit Singh dowiedział się, że Koh-i-noor jest w rękach królowej Wafy Begam.

PRZECZYTAJ TAKŻE: 20 XI 1910. Milczeć!

Angielski podróżnik A. Burnes w 1834 roku zapisał: ,,[Wafa Begam] w Lahore, będąc na łasce Sikhów i pod nieobecność męża, dbała zarówno o własny, jak i mężowski honor z heroicznym wysiłkiem. [Randźit] Singh naciskał ją natarczywie, by oddała mu Kooh-i-noora, i zamierzał zabrać go jej siłą. Szukał też sposobności przeniesienia córek nieszczęsnego króla do własnego haremu. Królowa powiedziała maharadży, że jeśli nadal będzie wysuwał swoje niehonorowe żądania, rozkruszy brylant w moździerzu i da go córkom oraz tym, którzy znajdowali się pod jej opieką, a potem sama go połknie; dodała też: Niech nasza krew spadnie na wasze głowy! ”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej