Jeśli ktoś się spodziewa, że dam teraz aluzyjny felieton o trylogii filmowej „Władca pierścieni”, osobliwie zaś o jego części zatytułowanej „Dwie wieże”, co miałoby być hecnym nawiązaniem do projektu bliźniaczych wieżowców Srebrnej, to srogo się zawiedzie. Ja z zasady unikam aluzji, osobliwie politycznych, omijam takie igraszki szerokim łukiem, pisanie o „Dwóch wieżach” wpędziłoby mnie raczej w przygnębienie. Metaforyzowanie afery taśmowej i projektu bliźniaczych budowli jako opowieści fantasy byłoby aż wstydliwie proste, staram się uciekać od doraźnych grepsów. Nie bawiłoby mnie nawet portretowanie wierchuszki pisowskiej jako krwiożerczych orków albo całkiem przewrotnie – jako głupkowatych, choć szlachetnych hobbitów. Całkiem też nie widziałbym możliwości porównywania opozycji do elfów i krasnoludów (Biedroń jako król elfów? Schetyna jako król krasnoludów?).

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej