Wszyscy myśleli, że Hubert zostanie księdzem. Niektórzy, że przesadza z religią. Jako nastolatek codziennie się modlił, każdego dnia chodził do kościoła. Jeździł na rowerze z różańcem, a na podwórku przy domu zbudował kapliczkę. Zakonnice z pobliskiej parafii go lubiły, bo był uczynny, naprawiał im rowery.

Sześć lat później, po premierze filmu „Kler”, wrzucił zwiastun na swój profil na Facebooku i zaprosił wszystkich znajomych. Zażartował, że wykupił całą salę.

Ksiądz, który go znał, skomentował: „A teraz dajesz dupy za pieniądze”.

Kapcie dla księdza

Rok temu prokuratura w Opolu oskarżyła księdza o molestowanie Huberta. Została powiadomiona przez opolską kurię, która wiedziała o tym już od 2012 roku. Sprawę ujawniła po latach, bo została do tego zmuszona przez zmianę przepisów w lipcu 2017 roku. Za niepoinformowanie organów ścigania o przypadku pedofilii grozi nawet trzy lata więzienia. Zmiana objęła wszystkie grupy zawodowe, w tym księży. Obowiązek informowania rozciągnął się także na przypadki, o których wiadomo było wcześniej. A poza tym rzecznik kurii ks. Joachim Kobienia oświadczył, że „wolą rodziny było, by nie powiadamiać prokuratury”.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej