Cmentarz żydowski w Krościenku rozciąga się tuż przy Dunajcu. Uchylam bramę. Na wprost czarny pomnik. Dwie marmurowe płyty z gwiazdami Dawida. Wyryto na nich nazwiska 256 miejscowych Żydów, którzy zginęli w Zagładzie.

Kiedy Dariusz Popiela przyszedł tu pierwszy raz, płot był rozwalony, brama zardzewiała. Chęchy, krzaki.

– Siekło mnie. Cmentarz nie może tak wyglądać. W tym miejscu pochowani są ludzie – mówi. – Wszedłem i już tu zostałem.

Tydzień później przyjechał z kosiarką.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej