Cmentarz żydowski w Krościenku rozciąga się tuż przy Dunajcu. Uchylam bramę. Na wprost czarny pomnik. Dwie marmurowe płyty z gwiazdami Dawida. Wyryto na nich nazwiska 256 miejscowych Żydów, którzy zginęli w Zagładzie.

Kiedy Dariusz Popiela przyszedł tu pierwszy raz, płot był rozwalony, brama zardzewiała. Chęchy, krzaki.

– Siekło mnie. Cmentarz nie może tak wyglądać. W tym miejscu pochowani są ludzie – mówi. – Wszedłem i już tu zostałem.

Tydzień później przyjechał z kosiarką. Pomógł znajomy ogrodnik.

To chyba sportowa złość, o której mówią komentatorzy. Bo Dariusz jest kajakarzem górskim. Siedmiokrotny mistrz Polski, wicemistrz Europy, olimpijczyk. Trenował obok cmentarza przez kilkanaście lat. Ale powiedział mu o nim jego fizjolog prof. Jerzy Żołądź. Współpracują, odkąd skończył 12 lat. Wiedział, że Dariusz interesuje się historią.

Na skoszenie trawy zgodę dostał od gminy wyznaniowej. Ale chciał zrobić więcej. Trzeba było rozmawiać z wójtem, też kajakarzem. Dariusz wierzy, że to pomogło, bo pewnie dlatego zgodził się spotkać. – Panie wójcie, zginęło 256 ludzi. To największa tragedia w historii Krościenka.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej