Siadłam na chwilę na ławce, bo akurat truję w kuchni muchy aerozolem. Już się przed domem nie przesiaduje jak kiedyś. Ale za to żyje się teraz ekstra.

HELENA

Pięć blach chleba

A co chcesz, lalka? Jak miałam naście lat, ojce kosą kosili zboże, ja podbierałam. Teraz młode panny nawet nie wiedzą, gdzie rodzice mają pole. Z kościołem też inaczej się układają. Weźmy wczorajsze kazanie, Matki Boskiej Zielnej było i ksiądz mówił o roli kobiety, o pokorze. Ja tylko sobie myślałam: moje córki to jeszcze niekiedy pokorne, ale wnuczki pokory już raczej nie mają. I dobrze, bo czasy nadeszły inne. A może mają to po mnie?

Miałam 19 lat, jak wyszłam za mąż, 21 jak urodziłam pierwsze dziecko, a 31 jak ostatnie. Za czwórkę dzieci to się może pensja nie należy, ale zasiłki już tak. Dzieci do dziś mają do mnie pretensje, że inne chodziły na lody, a ja im nie dawałam. Nie miałam z czego, mimo że dziadki mnie wspomagali pieniędzmi z emeryturki rolniczej. Dobrze Gierek zrobił, że im cokolwiek rzucił na starość – już stara matka nie musiała prosić o złotówkę czy dwie dla księdza na tacę albo na świeżą bułkę. Dziś nie patrzą, czy co kosztuje 20 groszy, czy 40.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej