Rok 2000, wioska Głęboczek na Pojezierzu Drawskim, długi majowy weekend. Siedzimy przy ognisku z przyjaciółmi, wszyscy koło trzydziestki, piwo, wspomnienia z akademika, sprośne żarty, zmierzch. Żony już kładą dzieci spać. Pojawia się ostrzyżona na jeża bardzo szczupła dziewczyna, o której wiem tyle, że to koleżanka jednego z kumpli. Dosiada się, chwilę słucha i wypala: „Odstawiliście na bok żony blondynki, a teraz pokazujecie tu sobie pawie ogony, tak?”.

Bożena wprawiała otoczenie w konsternację permanentnie.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej