Historie alternatywne ekscytują mnie niebywale, a zarazem zupełnie ich nie poważam, traktując rozważania „co by było, gdyby” jako rozluźniającą rozrywkę, może nawet zwykłą zgrywę. Szczególnie rajcują mnie niedorzeczne fantazje w rodzaju „trzeba było najpierw iść z Hitlerem na Sowietów, a potem pobić Hitlera”, ale w zasadzie wszystkie rojenia o Wielkiej Polsce przyjmuję z życzliwą pobłażliwością. Alternatywne dzieje Polski są domeną beletrystyki, nawet książki pozornie niebędące powieściami fantastycznymi, ale popularnonaukowymi esejami (niezłomny marzyciel Piotr Zychowicz), pozostają wyłącznie powieściami fantastycznymi, których rola poza odjechane czytadło nie wychodzi.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej