Rok 2015. Adam i Gabriela Kamińscy kontaktują się z domem dziecka. Chcieliby nastolatkę bez szans na adopcję. Dyrektorka placówki podsuwa 13-letnią Patrycję. Szybko się jednak wycofuje, bo twierdzi, że wychowanka jest buntowniczką i nikomu nie ufa. Ale Patrycja ma młodsze rodzeństwo. Ola z Olkiem będą zachwyceni, przekonuje dyrektorka. Kamińscy zastanawiają się, co zrobić. Mają już troje dzieci, jedno biologiczne i dwoje adoptowanych. Piątka? Trochę za dużo. Naradzają się: żyjemy w wielkim domu, jeździmy sporym samochodem, nie biedujemy, poradzimy sobie.

Dziesięcioletnie bliźniaki przyjeżdżają do nich na weekendy. Aklimatyzują się. Mówią „ciociu”, „wujku”. Tylko jest jeden problem. Ola dostaje SMS-y od Patrycji. Starsza siostra też chce mieć rodzinę. Grozi, że jeśli dojdzie do adopcji, ucieknie z domu dziecka. Kamińscy znowu dyskutują. Szóstka? Tego się nie spodziewali. Nie spodziewali się też, że dyrektorka postawi im warunek: albo wszystkie dzieci, albo żadnego.

Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej