Straszliwe wydarzenia w Gdańsku i wszystko, co po nich nastąpiło, odesłały w mrok ciekawie rozwijającą się dyskusję wokół tekstu Jerzego Sosnowskiego „Przyjaciołom ateistom (ostatnio dość irytującym)”, opublikowanego pierwej na jego blogu, a następnie przedrukowanego przez „Gazetę Wyborczą”. Otóż Sosnowski ogłosił, że mu przykro z tego powodu, iż wielu jego znajomych nie znosi ostatnio chrześcijaństwa, a co więcej, czuje się on, Sosnowski, opresjonowany przez „agresywną laicyzację”. Jeżeli Jerzy widzi Polskę jako kraj szalejącej i agresywnej laicyzacji, to spodziewam się, że równie dobrze polski mięsożerca może czuć się potwornie represjonowany przez coraz liczniejsze w przestrzeni publicznej bary wegetariańskie. Dzielę z Tobą, drogi Jerzy, to przerażenie, osobiście kotlety jadam łapczywie, ale w największej konspiracji.

„Przyjaciołom ateistom” to jest tekst – powiedzmy od razu – płaczliwy i niegodny prawdziwego chrześcijanina. Prawdziwy chrześcijanin nie może skarżyć się na to, że jest mu przykro, bo ktoś w internecie zelżył jego wiarę. Jestem tobą, drogi Jerzy, głęboko rozczarowany i zasmucony twoimi wahnięciami formy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej