A jeśli nie wyobraziłem sobie natychmiast, to z pewnością w momencie, gdy w tym filmie fabularnym, ale opowiadającym o jak najbardziej realnej postaci Giulio Andreottiego, pojawia się jeden z wpływowych ministrów, po bokach którego maszerują dwie niebosiężne piękności, dla niepoznaki, ale może i dla zwykłej hecy, zwane „rzeczniczkami prasowymi”.

Jest tu bowiem kluczowa scena (jedna z rozlicznych kluczowych scen), gdy do siedziby wszechpotężnego Andreottiego przybywają jego najbardziej zaufani ludzie z partii zwącej się Chrześcijańską Demokracją (humorystyczność nazw partii politycznych to osobny temat), a przybywają w takim celu, w jakim zawsze się przybywa, a więc by knuć, fałszować, oszukiwać, w najlepszym razie ustalać podział ról i wpływów.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej