Mija 50. rocznica samospalenia się czeskiego bohatera narodowego Jana Palacha i redaktorka pisma chciała, żebym odpowiedział, czy tak radykalny protest polityczny odbieramy inaczej niż Czesi. Czy jako „znawcę czeskiego charakteru narodowego” zaskakuje mnie, że wśród nich znalazł się ktoś, kto wykonał gest, jakiego raczej oczekiwalibyśmy od Polaków właśnie? Jakie jest polskie spojrzenie na czyn Ryszarda Siwca, który jeszcze przed Palachem w sierpniu 1968 roku zaprotestował przeciw interwencji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację i spalił się podczas dożynek na Stadionie Dziesięciolecia?

Szanowna Pani – napisałem – odmawiam odpowiedzi. Dziś jesteśmy tak doskonale podzieleni, że nie zdobyłbym się na przedstawienie Czechom „polskiego spojrzenia”.

Jeszcze dziesięć lat temu chętnie bym powiedział o „narodowej sakralizacji irracjonalnych gestów”, chętnie bym przytoczył słowa poety Rymkiewicza, który naszą kulturę widzi jako ufundowaną „Na Śmierci. Na Krwi”. Zacytowałbym poetę Wincentego Pola, który 150 lat temu wzdychał: „O, Polska Kraino!/ Gdyby ci rodacy/ Co za Ciebie giną/ Wzięli się do pracy…”. Powołałbym się na Normana Daviesa, że Polak to „romantyk emocjonalny”, i dodał od siebie, że nie mamy sposobu na normalne czasy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej