Gdybym miał rozwinąć to streszczenie, dodałbym, że będzie bardzo dobrze. Gdybym miał szarżować, tak jak szarżuje redakcja „Do Rzeczy”, wykrzyknąłbym: Będzie wspaniale! W nawałnicy kasandrycznych tekstów o nadciągającym kryzysie, o katastrofie ekologicznej, o świecie stojącym na krawędzi wojny artykuły, wywiady, a nawet fikcja literacka „Do Rzeczy” dają coś więcej niż nadzieję. Dają pewność, że Polska będzie potęgą w każdej dziedzinie: politycznej, militarnej, gospodarczej, ekologicznej nawet. Poczułem wyraźną ulgę.

Jestem niezbyt wiernym, ale jednak zaciekłym wielbicielem prawicowego science fiction, czasami lubię dla specyficznej radochy sięgnąć po takie wybryki pisarskie. Nie znaczy to, że unikam publicystyki, lecz fikcja literacka zawsze jest ciekawsza niż każdy artykuł. Co akurat w piśmie „Do Rzeczy” różnicy wielkiej nie robi – tam się wszystko da przeczytać jako wykwit niepohamowanych żądz literackich, a procent natchnionych pisarzy wśród redaktorów jest największy w kraju. Wszak sam naczelny Paweł Lisicki to wzięty fantasta religijny, wspominać takich gigantów jak Rafał Ziemkiewicz, Waldemar Łysiak, Marcin Wolski, Piotr Zychowicz nawet nie ma co: czapka sama spada z głowy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej