Z Ewą Ewart o jej najnowszym filmie dokumentalnym „Klątwa obfitości” rozmawia Grzegorz Szymanik

Będzie koniec świata?

– Świat – nasza planeta – najprawdopodobniej przetrwa największą ludzką głupotę. Natomiast ostatnie dwa lata pracy nad filmem uświadomiły mi bardziej niż kiedykolwiek ten nasz szalony marsz w kierunku samounicestwienia. Jestem przekonana, że matka natura, katowana przez nas przez lata, w końcu się zbuntuje i da nam to odczuć w bardzo bolesny sposób. Doprowadzi nas do krawędzi, ale być może dostaniemy ostatnią szansę. Warto zacząć słuchać tych, którzy to znacznie lepiej od nas rozumieją.

Kogo?

– Na przykład Indian z plemienia Huaorani z Parku Narodowego Yasuni w Ekwadorze.

Co nam powiedzą?

– Podczas pierwszego dnia zdjęć przywódca Huaorani zawiózł nas do świętego drzewa Ceibo, które ma 400 lat. Zobacz, mówił, wskazując na gałęzie, ono też ma ręce jak ja. Spójrz, tłumaczył, mech, który porasta te gałęzie, jest jak włosy, podobne do tych na moich rękach. Huaorani patrzą na siebie jak na element ekosystemu. Wiedzą, że są częścią natury, i traktują ją z szacunkiem.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej