Odwiedziłam ich trzy lata temu na wyspie na rzeczce Tążyna między Toruniem a Ciechocinkiem. Mieszkali tam w starej drewnianej chacie, którą sami wyremontowali. Gdy jeszcze nie mieli dobrego podjazdu do wejścia, Maciej wciągał Michała na linie. – Rzucał linę, ja węzłem ratowniczym przywiązywałem mój wózek i wciągał mnie do góry – opowiadał Michał. Obaj na wózkach. Obaj około trzydziestki.

Michał miał 16 lat, gdy dowiedział się, że jest chory na zanik mięśni. Jeszcze wtedy chodził, czasem się przewracał.

Pozostało 98% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej