Polonistka rozpłakała się. Niektórzy nie byli w stanie słuchać dalej. Wuefistka wyszła z sali, nie wytrzymała napięcia. Byli tacy, co ze zdenerwowania tracili orientację. Już po wszystkim do dyrektorki przybiegła nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej. Rzuciła jej się z płaczem w ramiona: – Co my mamy teraz robić?!

Ta odparła krótko, bo czas kryzysu wymaga dyscypliny: – Proszę się ogarnąć! Proszę wziąć dziesięć oddechów! My tu się musimy trzymać!

Na zebraniu w szkole w Kamionce przemówił rodzic.

Szok i oburzenie

Wkrótce po tym pani dyrektor wynajęła adwokata. Teraz nim spotka się z reporterem, konsultuje to z prawnikiem. – Muszę być ostrożna – wyjaśnia.

Nauczyciele chcą rozmawiać w grupie, na spotkanie przychodzi około dziesięciu osób. – Trudniej nas będzie zidentyfikować – tłumaczą.

I nie, nie powiedzą, czego uczą. Oczywiście można nie podawać nazwiska w tekście, ale jak się napisze przedmiot, to przecież i tak będzie jasne, o kogo chodzi.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej