Z Anną Liminowicz, fotografką, laureatką Nagrody im. Krzysztofa Millera, rozmawia Aleksandra Szyłło

Jak poznałaś bohaterki swojego cyklu „Między blokami”?

– Przeszkadzały mi. Miałam przygotować materiał na zaliczenie na studiach fotograficznych, pojechać do koleżanki do Gdańska i porobić jej przez kilka dni zdjęcia.

Przyjechałam, a tam goście – Honorata i Agnieszka z dziećmi. Z jednej strony od razu poczułam się w ich towarzystwie świetnie. Z drugiej myślałam: „Kochane, jest miło, ale zwijajcie się, zabieracie mi czas przeznaczony na pracę”. Aż po całym dniu Agnieszka, Honorata i jej córka Natalia usnęły wtulone w siebie na kanapie. Popatrzyłam na nie i stało się oczywiste, że mój temat siedzi właśnie przede mną. Zawahałam się, czy mogę zrobić to zdjęcie. Zrobiłam, zapytałam, gdy się obudziły.

To był 2013 rok. Honoratę i Agnieszkę oraz ich dzieci Natalię i Antka fotografowałaś przez kilka lat. Towarzyszyłaś im, gdy przeprowadzały się z Gdańska do Kalisza, potem do Anglii. Uciekały przed dyskryminacją?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej