Zofia i Krystyna do Anglii dotarły z falą emigracji powojennej, w 1947 i 1948 roku. Konrad i Agnieszka przybyli w czasach PRL-u, na fali miłosnej, nigdy nie branej pod uwagę w oficjalnych statystykach. Lidia należy do pierwszego powojennego pokolenia urodzonego na Wyspach.

Co sadzą o rodakach z fali poakcesyjnej, ich życiu w Anglii i brexicie?

Najazd? Mnie to nie przeszkadza

Konrad, rocznik 1946, w Anglii od 1969, mieszka w Bradford

– Głosował pan?

– Głosował.

– Jak?

– Out. Wyjść.

– Dlaczego?

– Za dużo biurokracji jest. Anglia dużo Unii płaci, a wiele z tego nie dostaje. Przedtem Anglicy z całym światem handlowali, a jak weszli do Unii, to z Unią tylko. I ludzie dużo stracili. Kiedyś funt miał 240 pensów, 2 pensy kosztował kubek kawy, kufel piwa kosztował 9 pensów. Wziął człowiek funta do baru i był bogaty. Jak Anglia weszła w 1973 roku do Unii, zgubiliśmy 140 pensów na jednym funcie i wtedy każdy dostał po dupie. Benzyna tania była, galon, czyli 4,5 litra, za 35 pensów, jak podrożała pod koniec lat 70. do funta, wielkie halo było! A dziś? Za litr przeszło funta się płaci. Teraz pieniądz nie jest wartościowy wcale.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej