Jacek M. powiedział o słowach, że „nigdy” i „zawsze” mogłyby w słowniku nie istnieć. Robią więcej szkody niż pożytku. W ogóle robią same szkody. A „na zawsze” to jest związek wręcz przestępczy. – Wiem, że moi księża profesorowie z seminarium „ekskomunikowaliby” mnie za to. Jednak do tych słów, które robią więcej szkody niż pożytku, czyli do „nigdy” i do „zawsze”, dodałbym również słowo „Bóg”.

To wszystko mówi w mojej książce „Nie ma”. Książka wydrukowana, ale mogłaby się nigdy nie kończyć i zmieścić jeszcze naszą rozmowę o słowach w Dekalogu.

– Dziesięć przykazań też bym przeredagował – powiedział. – Nawet miałem taki pomysł na pierwszym roku studiów. Był rok 1992, skończyłem 19 lat i pisałem pierwszą pracę z teologii moralnej. Zasugerowałem, że może należałoby przykazania sformułować inaczej. Bo w języku polskim większość z nich zaczyna się od „nie…”. Od zakazu. Kiedy mówimy dziecku „nie dotykaj tego!”, ono najczęściej to dotknie. Pomyślałem, że Dekalog powinien być afirmatywny, i zaproponowałem zamianę.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej