18-letnia Anna Pawlikowa staje przed sądem miejskim w Moskwie. Jest 4 października, na zewnątrz zimny wiatr. Okręg wschodni, jedna z największych dzielnic 15-milionowego miasta, sprawia wrażenie wyludnionego, podobnie jak gmach moskiewskiego sądu.

Adwokat nastolatki złożył apelację, a sprawa dotyczy akcji „Nowa potęga”. To operacja FSB, służby specjalnej, która ma zastraszyć tych, którzy decydują się na sprzeciw wobec działań władzy. Anna wychodzi z sądu zrezygnowana. Co prawda sąd orzekł, że aresztowanie dziewczyny było niezgodne z prawem, ale jednocześnie przedłużył jej trwający od trzech miesięcy areszt domowy o kolejne dwa.

Annę wita grupa rówieśników. Wśród nich 20-letni Kostia, o rok starsza Sonia i 19-letnia Nastia.

– „Swobodu Annie Pawlikowej!” – krzyknęli chórem, czyli „Wolność dla Anny Pawlikowej!”.

– Znacie ją? – pytam.

– Osobiście nie, ale wspieramy, jak i resztę oskarżonych. Ta sprawa jest tak absurdalna, że nie wiem, jak ją skomentować. A wiesz, co jest najgorsze? – pyta Kostia, szczupły, wysoki chłopak, któremu spod rozpiętej kurtki widać bluzę z napisem po angielsku „Wasze tortury nie zabiją naszych ideałów”. – Że to może spotkać każdego z nas. Możemy pewnego dnia trafić na ławę oskarżonych, do kolonii karnej, chociaż nie popełnimy żadnego przestępstwa: za „repost”, czyli udostępnienie na swojej tablicy wstawionego przez kogoś wcześniej obrazka, lajka na Facebooku, naklejkę z hasłem, które może zostać odczytane jako nawoływanie do ekstremizmu.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej