Ze Zbigniewem Lwem-Starowiczem, seksuologiem, biegłym sądowym, rozmawia Bożena Aksamit

Prokuratura, aby umotywować umorzenie śledztwa w sprawie pedofilii księdza Henryka Jankowskiego, skorzystała z pana opinii. Napisał pan jej, że całowanie i dotykanie nieletnich jest w Kościele akceptowalne.

– Moja droga, mój błąd polegał na tym, że prokuratura odstąpiła od całej opinii i wybrała sobie to, co było dla niej wygodne. Rozmawiałem z matką, miałem troszeczkę skąpych zeznań w aktach sprawy – to był cały materiał, z jakim pracowałem. Poproszono mnie, abym na tej podstawie wydał opinię. Dlatego przygotowałem kilka wariantów. W najważniejszym ksiądz Jankowski był efebofilem. Ktoś taki odczuwa pociąg seksualny do młodych mężczyzn bądź chłopców w okresie dojrzewania. Krótko mówiąc – nie chodzi o ciało dziecka, ale jeśli chłopiec ma mniej niż 15 lat, sprawca odpowiada jak za pedofilię. Opinia składała się z alternatyw, bo nie mogłem przebadać ani księdza Jankowskiego, ani chłopca, który gdzieś się ukrywał. Musiała taka być, bo jeśli biegły wyda „nieświadomie błędną opinię”, może narazić się na wysokie kary. Grozi mu nawet trzy lata więzienia.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej