– Ta swastyka jest świeżutka – pokazuje Filip. Ramiona hakenkreuza wymalowane czarnym sprejem są trochę niezdarne. Filip pokazuje kolejne zdjęcia z murów: z krzyżami celtyckimi, z napisami „Oświęcim dla imigrantów”, „SS” i falangami.

Kiedyś sam malował podobne.

– Raczej kiepski był ze mnie nacjonalista. Może ze dwie falangi namalowałem. Wychowałem się tutaj niedaleko, w wiosce pod Raszkowem, koło Ostrowa Wielkopolskiego. Miałem trudne dzieciństwo. Przemoc w domu i w szkole, brat alkoholik. Jak wyjechałem do Poznania, to zacząłem szukać miejsca, w którym mógłbym się poczuć jego częścią. I tak wstąpiłem do Młodzieży Wszechpolskiej. Półtora roku później przeniosłem się do Falangi. Odchodzenie od nacjonalizmu zajęło mi kilka lat. Z tamtego narodowca zostały teraz tylko wygolona głowa i wojskowe ubrania.

Wróciłem niedawno w rodzinne strony i wstrząsnęło mną, jak bardzo nacjonaliści się tu rozhasali. Mury i ulice w Raszkowie i Ostrowie Wielkopolskim pokryte swastykami i krzyżami celtyckimi. Nocami jeżdżę z kolegami i je zamalowujemy, ale cały czas powstają nowe. A graffiti to najmniejszy problem.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej