Andrzej Mularczyk - ur. w 1930 r., reporter prasowy, autor słuchowisk (dwa razy zdobył Prix Italia), pisarz i scenarzysta. Absolwent dziennikarstwa na UW, zadebiutował w 1943 r. w konspiracyjnym pisemku „Dźwigary” wydawanym m.in. przez jego starszego brata Romana Bratnego. Opublikował m.in. „Gwiazdy w kałużach”, „Metryki do wglądu” (z Krzysztofem Kąkolewskim), „Co się komu śni”. Kierownik literacki Zespołu Filmowego „Iluzjon” (1970-77). Scenarzysta m.in. trylogii Sylwestra Chęcińskiego „Sami swoi” (1967), „Nie ma mocnych” (1974) i „Kochaj albo rzuć” (1977), serialu Jana Łomnickiego „Dom” (1980-2000, wspólnie z Jerzym Janickim) oraz „Powidoków” (2016) Andrzeja Wajdy.

Jacek Szczerba: Jak wspomina pan grudzień 1981 roku?

Andrzej Mularczyk: Źle. W drugim tygodniu stanu wojennego stałem z łopatą na płaskim dachu swojego domku na Marymoncie. Zwały śniegu sięgały mi do pasa. Była obawa, że dach się pod nimi załamie. W zrzucaniu pomagała mi krzepka wiejska dziewczyna. Telefony zamilkły, za to z pobliskiego Lasku Bielańskiego co pewien czas dochodził głuchy warkot. To czołgi rozgrzewały silniki.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej